niedziela, 14 października 2012

Analizatorzy - reaktywacja!

Dzieeeń dobry po długiej przerwie.

Tak, tak, nie mamy czym się usprawiedliwić. (Jeszu, to rzeczywiście już tyle minęło? Oo") Jedynie tym, że straciliśmy jednego analizatora, a nas trafił brak weny, chęci i czasu. No cóż, wielkie PRZEPRASZAMY dla wszystkich, którzy czekali na nowe analizy, teraz jednak mamy dobrą wiadomość.

Analizatorzy napięli mięśnie w miejscu gdzie plecy tracą szlachetną nazwę i razem postanowili odnowić analizatórów. Tak, tak, to nie sen! Koszmar też nie, tak nam się wydaje.

Zapraszamy was więc do nowej analizatorni o nazwie Pieśń upadłego mianownika. Analizy będą się tam pojawiać co niedzielę, a tworzyć będą : Nemezis, Dragwen i Ta DAM. Toteż spragnionych chamskich i wrednych komentarzy, głupoty ałtoreczek i beznadziejnych blogasków zapraszamy pod adres

Pierwsza analiza już jest!
Więc - zapraszamy i miłego czytania!

piątek, 13 kwietnia 2012

Kuchcikowo w kościółku, czyli Satanistyczne Dziecko Z Problemami, część 1

Drodzy czytelnicy! (Jeśli w ogóle ktoś te głupoty czyta.)
Dzisiaj zanalizujemy dość specjalne opko. Zanurzymy się w mroku i ciemności, oddamy cześć razem z Satanią Panu Zua, który downloaduje właśnie Zejście Na Śniadanie. Wybierzemy się z bohaterką na targowisko, które znajduje się w sercu buszu, a później wstąpimy do Jadłodajni 'Dom Boży', gdzie skosztujemy najlepszej jakości mięsnych rarytasów.
Adres blogaska: http://czarownica-satania.blog.onet.pl/
Zanalizowali: Dragwen, Nemezis i Kiyoshii



To moje pierwsze opowiadanie na blogu, więc bardzo proszę aby pisać w komentarzach wszelkie uwagi, zastrzeżenia i propozycje. I bardzo proszę, napiszcie czy się Wam podoba.
Widzisz, jakie masz szczęście! Dostaniesz całą analizę uwag, zastrzeżeń i propozycji zaniechania kariery pisarskiej.


 Gdy Satania zbudziła się ze snu, była godzina 4.00 nad ranem.
A ja gdy budzę się ze snu, muszę najpierw sprawdzić na zegarku, jaka jest godzina. Satania widocznie ma go pod powiekami.
Poza tym, gdyby była 4.01 to nie byłoby już tak zajebiście, nie?
Ona ma budzik w pośladkach i jej się załącza na równe godziny.
A jak on dzwoni to półdupki wibrują.
Wibrator. Przyjemne z pożytecznym.
Wibudzik.

W ogóle, skoro tam palą czarownice, to skąd w tym wieku wibudzik?
Widocznie ta Satania jest tak zajebista, że cofa się w czasie. Z wibudzikiem.​

Poleżała tak jeszcze chwilę, i w końcu podniosła się z łoża. Spojrzała na półkę wiszącą naprzeciwko jej łóżka. Zdjęcie przedstawiające jej matkę uśmiechało się do niej wesoło. 
A potem powiedziało: Zobacz, jakie jestem kul, ja się uśmiecham. Widzisz, jak się uśmiecham? Spójrz jeszcze raz. Uśmiecham się.
- Masz coś między zębami.​
- Kłaczek.


Dwa lata temu, gdy Satania miała zaledwie 15 lat spalono jej rodziców na stosie, za posiadanie magicznych mocy.
Zdjęcia i budziki w średniowieczu. To pewnie plan filmowy, a krew jest różowa jak w Pile.
A Satania nie chcąc podzielić losu rodziców zrezygnowała z dalszego udziału w nim.


Satanii też to groziło, gdyż też była czarownicą. Uratowało ją jedynie to, że nie rozpoczęła procesu przemiany w dorosłą czarownicę i nie posiadała Znaku na ręce. Teraz jednak było inaczej. Satania rok temu rozpoczęła przemianę i niedługo miała ją ukończyć. Już prawie było widać Znak na jej ręce. 
Znak? Pewnie to taka blizna od cięcia, pogłębia ją za każdym razem jak strupek zejdzie bo chce być czoko.
Takich to do psychiatryka, a nie na stos.
O ile wiem, ten znak niektóre grupy sobie wypalały, ale o pojawianiu się wraz z wzrostem to nie widziałam...​



Przewidywano, że Satania ukończy przemianę w przyszłym tygodniu.
Dziewczyna usiadła na łóżku i zaczęła rozmyślać. Co będzie jeśli złapią ją podczas kończenia przemiany?
Umrzesz? To potfforne! ;cccc
Nawet jak umrze, to wróci z zaświatów, nie łudź się. Przecież to Sue.​ Jej zajebistość utrzymuje ją przy życiu.​


Co będzie jeśli znajdą ją wijącą się z bólu na ulicy, w lesie, gdziekolwiek?
Najprawdopodobniej wezmą ją do lekarza, ale co ja wiem.
Może do psychiatryka? *modli się*​


Satania zdawała sobie sprawę, że otrzymywanie Znaku jest potwornie bolesne. Nie wiedziała jaki to ból, słyszała jednak, że może on trwać nawet kilka godzin.
Jak poród?
Bo Znak to imię dla jej dziecka.

Jedz kleik, Znaczuniu!​



Wiedziała, że najczęściej czarownicę która kończyła przemianę znajdywano i spalano.
 Satania szybko odrzuciła okropne myśli i pospiesznie poszła do łazienki. Umyła się wróciła do pokoju.
A kim jest Umyła i kiedy wyszła, jeśli wróciła jej do pokoju?
To tatuś Znaka.

Otworzyła drewniane drzwi szafy i wyciągnęła z niej czarną, długą suknię. Szybko się ubrała, wyciągnęła z szafki wisiorek z pentagramem i zeszła na śniadanie.
Magiczne Zejście Na Śniadanie.exe
No i pentagram. Jest trÓ.​
I ma apaszkę z kota.​



Ciotka Amania już na nią czekała. Siedziała przy długim stole pełnym jedzenia. 
  Amania przygarnęła Satanię po śmierci jej rodziców. Była to młoda, szczupła kobieta z włosami do pasa. Podobnie Satania miała na szyi srebrny pentagram.
   - No jesteś wreszcie! - zawołała widząc Satanię w drzwiach - Siadaj. 
  Śniadanie przebiegło spokojnie. Nikt nic nie mówił. Widać było, że ciocia Amania
też się czymś przejmuje. Po śniadaniu Satania wróciła do pokoju, zamknęła drzwi na klucz i powróciła myślami do dnia w którym ukończy przemianę.
I myślała o jutrzejszym procesie Zejścia Na Śniadanie.


Popołudniu Satania wybrała się na targ, kupić trochę truskawek na kolację.
Znowu będą konsumować jakieś omlety ze śmietaną i truskawkami? Szkoda, że nie jedzą azbestu, albo chociaż nie wdychają.



Szła chwilę przez las rozmyślając, gdy w końcu weszła na wielki plac pełnym stoisk. Pospiesznie podeszła do jednego.
  -Poproszę  trochę truskawek.
  -Oczywiście panienko. - odpowiedział właściciel stoiska. Wziął koszyk od Satanii i wsypał do niego owoce. 
  -Dziękuję -  rzuciła Satania, dając mu kilka monet.
I całą tą sweetaśną scenkę rodzajową psuje dziwne imię bohterki :c
Ale czekajcie, kleparz w lesie!?


Nagle usłyszała przerażający krzyk kobiety. Zerknęła w tamtą stronę. Ogromny tłum patrzył na coś z przerażeniem. Dziewczyna poszła sprawdzić co się dzieje.
  Przepchała się przez tłum i ku jej przerażeniu zobaczyła leżącego, nie dającego oznak życia mężczyznę. 
  Satania od razu rozpoznała, że zabił go ktoś posiadający magiczne moce. 
  Nad zwłokami pochylił się jakiś mężczyzna w kapturze. Przyglądał się im chwilę po czym spojrzał wprost na Satanię.
  Dziewczyna szybko wycofała się z tłumu i rzuciła się biegiem prosto do lasu. Biegła tak chwile przez las, co jakiś czas zaglądając przez ramię, gdy nagle poczuła, że w coś dobiła. 
Mnie tam dobija to opko. Widocznie nie trzeba mieć jedenastu lat, by stworzyć coś takiego. Aż dziwne, że błędów nie ma, pewnie pisze to jakieś Emó którego nikt nie loffcia i ma przez to kompleksy.
Ciekawe, że nikt a nikt nie zauważył przepychającej się przez tłum dziewczyny...
W lesie, jak drzewa im zasłaniają widok...


Przewróciła się na ziemię.
  Nad Satanią pochylał się nieznajomy mężczyzna. Miał długie blond włosy sięgające mu za ramiona. Był wysoki, miał bladą karnację. Wyglądał na góra dwadzieścia lat.
  Przyglądał się chwilę dziewczynie, po czym chwycił za rękę i zwinnym ruchem pomógł jej wstać.
Wielkie wejście Gary'ego Stue!

-Co ty... - Satania nie zdążyła dokończyć bo mężczyzna zatkał jej buzię . Pociągnął ją mocno spychając na bok. Zatrzymał się kilka metrów od ścieżki. Popchał ją mocno, tak, że Satania upadła na drzewo. Przykucnął przy niej, i gestem pokazał jej by była cicho. 
Upadła na drzewo? To ona była olbrzymką, która spadła z księżyca?
A nie powinna latać po orbicie, skoro w kosmosie nie ma grawitacji?​
Mogła użyć napędu gazowego. Poza tym, fajnie by było, dwa ciała niebieskie (ona też by sie zrobiła niebieska, bo nie miałaby czym oddychać ^^) krążące wokół naszej planety...
Była taka gruba, że spadła na jakąś planetę i na nasze nieszczęście była to Ziemia.​
W takim razie powinna przyciągnąć cały układ słoneczny, który wirowałby wokół niej.​..

 Chwilę potem, Satania usłyszała kroki, dochodzące od strony ścieżki. Dziewczyna wyjrzała zza drzewa. Zobaczyła grupę ludzi, ubranych w czarne kaptury.
Jeśli to oni...



To masz przerąbane.


Na przedzie szedł ten sam mężczyzna, który wcześniej przyglądał się Satanii. Nagle zatrzymał się. Odwrócił się w ich stronę. 
  Dziewczyna schowała głowę za drzewo. Słyszała tylko głośne bicie swojego serca. Spojrzała na pochylającego się nad nią mężczyznę. Patrzył na nią spokojnie, po czym uspokajająco pogładził jej rękę.
I wyrwał ją z jej ciała z krzykiem: Żaaarcieee
Obiad.


Chwilę po tym, dziewczyna znowu usłyszała kroki. Było je słychać coraz ciszej. Gdy ucichły całkowicie nieznajomy mężczyzna powoli wstał, wyjrzał zza drzewa po czym szybkim ruchem chwycił rękę dziewczyny, pomagając jej wstać.
  - Przepraszam cię. - odezwał się w końcu. Mówił cicho, lecz bardzo wyraźnie.- To była moja wina. Ale nie miałem innego wyjścia. Gdyby cię spotkali...
Coś wreszcie by się działo.

[Nudna rozmowa między Jaredem (Bo tak zwie się Gary Stue) a Maryśką. Ta dowiaduje się, że ona zabił człowieka na kleparzu w środku buszu.]



 - Nie zamierzam nic mówić. Dlaczego to zrobiłeś?
  - Ukończyłem przemianę, i całkowicie nad sobą nie panuję. Kiedy jestem wściekły, po prostu muszę zabić. Kocham to robić. Lubię patrzyć jak ludzie cierpią. Ten grymas bólu na ich twarzy... Chcę im zrobić to, co zrobili mojej rodzinie. Zabijam ich. Robię im to na co zasłużyli.
O, mamy do czynienia z typem Gary'ego 'Tró Mhroczne Zuo'



Satania patrzyła na niego przez chwilę. Nie mogła wydać z siebie żadnego dźwięku. Chciała mu powiedzieć, że go rozumie, że zna jego ból, że taki sam los czekał jej rodziców... ale nie mogła. Po prostu na niego patrzyła.
  - Kiedy skończysz przemianę, zobaczysz jak to jest. Na razie ciesz się z życia. Kończy się właśnie ten najlepszy okres - wyszeptał. 
  - Dlaczego mi pomogłeś? Przecież nawet mnie nie znasz. Mogli cię złapać, i wiesz o tym dobrze.
  - Nie chcę żyć ze świadomością, że przeze mnie umarł ktoś taki jak ty - wyszeptał. 
  Patrzył chwilę na dziewczynę, po czym obrócił się na pięcie i odszedł zostawiając Satanię samą.
Ej, nawet Maryśki nie cmoknął? Dziwny ten Gary, jeszcze samą zostawia, żeby jakieś wilki ją jadły.

Satania nie mogła spać tej nocy. Wciąż myślała o poznanym chłopaku. Ciągle miała przed oczami te jego długie, gęste blond włosy, spokojne spojrzenie i te piękne zielone oczy. Chciała by do niej wrócił, by znowu spojrzał na nią tym uspokajającym wzrokiem.
Oczywiście, jest niesamowity i taki sam szeksz, nie ma piękniejszego człowieka od niego, wszystkie panny zdychają na jego widok!

No i jest trÓ loff story.​
A może jednak ruchnął ją gdzieś i dlatego taka oczarowana? ​



Satania wstała z łóżka i powoli podeszła do okna. Otworzyła je na oścież i wychyliła głowę.
  Na dworze było chłodno. Księżyc świecił mocno oświetlając las. 
Który to był księżyc? Bo wiesz, olbrzymka może wystawia do ciebie tyłek, a ty nawet o tym nie masz pojęcia...

A te "kratery" to tak na prawdę wrzody.​


  Satania westchnęła głęboko. Spojrzała na bezgwiezdne niebo i powróciła myślami do rozmowy ze swoim aniołem. "Co on miał na myśli, mówiąc, że nie chciałby żyć ze świadomością, że przez niego umarł ktoś taki jak ja? - pomyślała dziewczyna. -  Przecież sam zamordował wiele osób, więc skąd nagle taka troska, i to o dziewczynę przez którą o mało co nie zginął." 
  Dziewczyna jeszcze raz westchnęła, odeszła od okna i wróciła do łóżka. O 2.00 zasnęła.
Wibudzik dał znać :) *Wyobraża sobie, jak pośladki dziewczyny krzyczą 'czas iść do spaaniaaaa!'*
...
Jama ustna w dupie x_x



Rano Satania zastała swoją ciotkę w jadalni. Była nieuczesana, miała na sobie czarną sukienkę, w której zwykle spała. Siedziała przy stole, tępo wpatrując się w ogień w kominku. 
  -Ciociu? - Satania podeszła do niej nieśmiało. 
  -Co? - Amania poderwała się z krzesła. Spojrzała na Satanię, i ku zdziwieniu dziewczyny uśmiechnęła się do niej szeroko. - Mam nowy gadżet do twojego wibudzika. Teraz za jego pomocą będziesz mogła latać!
Będziesz tak puszczać wiatry, że będzie działało jak latający balon wypuszczający powietrze?​
Gorzej, jak ja po tym wszystkim rozdyma.

[Wielka nuda. Bohterka i jej ciotka zostały zaproszone na jakieś 'przyjęcie'.]

Po południu Satania ubrała swoją najlepszą suknię, związała włosy w kucyka i wpięła w nie spinkę z dużą czarną różą. Spojrzała na siebie w lustrze. Chwilę się sobie przyglądała, po czym wyciągnęła z szuflady czarną kolię. Założyła ją, jeszcze raz na siebie spojrzała, wyciągnęła z szafy czarny płaszcz, ubrała go i ruszyła do wyjścia.
A na zewnątrz wytaplała się w czarnym błotku, tak?

O ile wiem, to w tych czasach raczej nie nosiło się kucyków, ale o ja tam wiem...​
Przecież to takie nowoczesne Średniowiecze. ​



Ciotka czekała na nią przed domem. Widząc wychodzącą dziewczynę uśmiechnęła się i zmierzyła ją wzrokiem.
  -Pięknie wyglądasz... - wyszeptała.
  -Dziękuję - odpowiedziała Satania od niechcenia - Idziemy?
  -Fredrik po nas przyjedzie.
  -Kto?
  -Syn mojego przyjaciela. Jest o dwa lata starszy od ciebie.
  Bla, bla, blaaa...

  -To dobrze. O... widzę go!
  -Gdzie?
  -Tam! Widzisz?
  -O... Faktycznie.

Zalotnik #2 pojawia się!

Oj tam, od razu będzie miała stu. Zamknie ich w komnacie i będzie wołać na zabawę, mwhahaha
​Będzie szyła jakieś szmaty a w nocy rwała czekając 10 lat na swojego męża, a nie :(
'​ -Fredrik po nas przyjedzie.​
 -Kto?'​
ALFONS. '



Fredrik podjechał pod dom brązowoczarną karocą. Był to chudy wysoki mężczyzna. Miał krótkie kruczoczarne włosy. Miał na sobie brązowy płaszcz, czarne spodnie i skórzane buty.
  -Witam panią. - powiedział schodząc z karocy. Podszedł do Amanii i ucałował ją w rękę. 
  -Witaj Fredrik. Znasz już Satanię?
  -Jakoś nie miałem przyjemności poznać. 
  Amania wskazała ręką na dziewczynę. Satania była zajęta głaskaniem koni, więc nawet nie zauważyła gdy podszedł do niej chłopak.
Oł maj gaasz, Satania też jest ekskluzywną prostytutką jak dziewczynka z poprzedniej analizy!?

[Rozmówki Maryśko-Zalotnikowskie]



Zaraz po niej wsiadła ciotka z pomocą Fredrika.
  Fredrik wsiadł na swoje miejsce. Karoca ruszyła. Satania przez całą drogę patrzyła w okno nic nie mówiąc. Po godzinie zatrzymali się przed ogromną świątynią.
  -To tutaj. - powiedziała Amania. - Wysiadaj.
  -Już.
  Satania otworzyła drzwiczki. Gdy wysiadła na dworze panowała ciemność. Jej oczom ukazał się ogromny budynek. Miał w sobie coś, co odpychało od niego Satanię. Był on ponury, szary i taki zimny, pusty. Dziewczyna stała wpatrzona w niego. Bała się tego miejsca. Czuła, że coś jest nie tak.
W środku czekały zastępy duchownych z wodą święconą gotowych w każdej chwili do egzorcyzmów?



-Chodźmy. - Amania ruszyła w kierunku tajemniczego budynku. Satania niepewnie szła za nią.
  Weszły do ogromnej sali pełnej ludzi. W środku to miejsce było o wiele bardziej przerażające niż na zewnątrz. Sala była wyłożona kamiennymi kafelkami. Na ścianach widniały przerażające obrazy przedstawiające ogromny ołtarz, do którego na każdym obrazie była przywiązana inna osoba. Ale na wszystkich człowiek przykuty do ołtarza miał bladą i wyrażającą ogromny strach i ból twarz. 
  Satania szła dalej za ciocią. Zbliżały się do końca ogromnej sali. Gdy w końcu doszły Satania ujrzała taki sam ołtarz jaki widniał na obrazach. Przykuty był do niego młody mężczyzna o długich kruczoczarnych włosach. Światło księżyca oświetlało jego nagi tors. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Patrzył w sufit , milcząc. 
- Oto ciało Chrystusa. - Rzekł ksiądz, przecinając człowieka na pół.


Do sali weszło sześciu ubranych w czarne płaszcze mężczyzn. Szli jeden za drugim patrząc przed siebie. Stanęli za ołtarzem. Jeden z nich ściągnął kaptur. Stanął zaraz przy ołtarzu i przemówił. 
  -Obecny tu Ameth tydzień temu przeszedł przemianę. Zgodnie z tradycją dziś poświęcimy jego Znak będący symbolem dorosłości i dojrzałości. 
  Satania spojrzała na mężczyznę przywiązanego do ołtarza. Nadal patrzył w górę. "To pewnie on" pomyślała Satania. Tylko dlaczego jest przykuty?"
Bo robi na tej czarnej mszy za Jezusa?
A potem będzie rżnięcie i kreff :<


-Podejdź tu nasz nowy bracie - przemówił znów mężczyzna. Z tłumu wyszedł młody wysoki, szczupły mężczyzna. Podszedł do wzywającego go kapłana i ukłonił się nisko.
  -Oto jestem. - powiedział cicho.
  -Stań przede mną. - odpowiedział kapłan. - A zatem rozpoczynamy Ceremonię. Ameth, dziś zostaniesz dorosłym czarownikiem. Używaj swojej mocy rozsądnie. Nie pozwól by jakiś śmiertelnik dowiedział się o tym kim jesteś. Godnie reprezentuj swoją przynależność. Czy przysięgasz nigdy nie zdradzić siebie jak i również swoich braci i sióstr? 
  -Przysięgam.
  -Czy przysięgasz bronić swoich braci i sióstr w razie niebezpieczeństwa?
  -Przysięgam.
  -Czy przysięgać nigdy nie wyjawić kim jesteś?
  -Przysięgam.
  -Zatem podwiń rękaw u swojej prawej ręki. Nastąpi teraz poświęcenie Znaku krwią zdrajcy. 
To jakaś sekta, czy co? oO
Ale to jest chore.​


Kapłan wyciągnął srebrny nóż. Podszedł do mężczyzny przywiązanego do ołtarza i uśmiechnął się szyderczo. 
  -Błagam, nie... - wyszeptał czarnowłosy, jednak kapłan wbił ostrze noża w brzuch ofiary. Chłopak jęknął cicho i skrzywił się z bólu. Ostrze przecinało skórę coraz wyże. Krew spływała najpierw po torsie. później sunąc coraz niżej po brzuchu i opadała na ołtarz.
- A tak drogie dzieci przecina się kurczaka - Rzekł mężczyzna uśmiechając się dobrotliwie.
A potem będą flaki? :<
Jak przygotować tego kurczaka-już w następnym odcinku. ​

-Proszę... - szeptał słabo. Kapłan spojrzał na niego krótko i wbił ostrze jeszcze głębiej. Czarny nie wytrzymał. Wrzasnął z bólu. Satania jeszcze nigdy nie słyszała takiego wrzasku. Poczuła jak po jej policzkach spływają łzy. Stała patrząc jak ten człowiek umiera, wijąc się z bólu i cierpiąc potwornie.
Nie powinni się dziwić, jak ciotka dziecko na takie coś przyprowadza.
Zaraz rozetną go na pół i upieką udka na grillu. ;x​
Jadłodajnia w Domu Bożym - Zjedz poświęcone pokarmy całkowicie za darmo!*
*Płacisz jedynie za talerz, tylko 99.99!



Wzrok Czarnego spoczął na dziewczynie. Patrzył na niego z miną mówiącą "nie płacz." Ale Satania płakała jeszcze bardziej.
  -Zostawcie go... - szeptała - nie róbcie mu tego... Błagam... - nikt jednak nie słyszał jej próśb. Ludzie stali patrząc na to jak na coś normalnego, naturalnego.
  Kapłan przyłożył nóż do ręki Czarnego i w miejscu gdzie miał wyblakły już Znak jednym powolnym ruchem przeciął jego rękę. Chyba przeciął jakąś żyłę bo krew wylewała się potwornie obficie.
- A teraz dzieci, sushi! - Krzyknął gość w pelerynie i odkrajał kawałki ręki Zawiszy Czarnego opanowany spazmatycznym śmiechem.

Kapłan zamoczył palec w krwi, chwycił rękę Ametha. Zaczął na niej malować jakieś wzory. [Grali w kółko i krzyżyk] Ameth spojrzał na brudną z krwi rękę i opuścił ją luźno. Skłonił się przed kapłanem i spojrzał na Czarnego z pogardą. Kapłan odwrócił się do swojej ofiary i bez żadnego ostrzeżenia wbił nóż w serce Czarnego.
- Czas na serca w sosie własnym! Mwahahahahahaaa!


Ten jęknął cicho i powoli zamknął oczy. Szata kapłana była cała czerwona od krwi. Spojrzał na ludzi po czym z resztą kapłanów wyszedł z sali. Ameth wyszedł za nimi. 
  Wszędzie było pełno krwi. Ludzie zaczęli wychodzić. Po kilku minutach było już zupełnie pusto.
Nawet sprzątaczka wyszła? Ej no, płacą jej za sprzątanie a nie sączenie kawusi!


Satania nie zwracając uwagi na to, że jej ciotka wys podeszła do zwłok Czarnego. Jego oczy były puste i bez wyrazu. Satania pogładziła jego policzek. Coś w tym człowieku było dla niej znajome. Stała tak płacząc i patrząc na jego brudną od krwi twarz.
  W pewnym momencie drzwi otworzyły się z hukiem i do sali ktoś wszedł. Satania odwróciła się i aż podskoczyła, gdy zobaczyła stojącego w drzwiach Jareda.
Gary wpada bez lśniącej zbroi i białego konia? Ale rzaaal, pewnie nawet nie ma takiego w howrse. :c

Koniec części pierwszej.

piątek, 6 kwietnia 2012

Prostyt...Wampiry w lesie polujące, czyli zróbże mi dziewczyno loda krwisto-czekoladowego!


Witamy w kolejnej analizie.
Dziś zaprezentujemy wam opko o jedynastoletniej wampirzycy - prostytutce i niewyżytym wampirze Noe.
Dowiemy się, że pedofile mogą mieszkać w domach ofiar za zgodą rodziców, loda można robić siłą woli, a ubrać się można w trzy sekundy nie rozrywając ubrania!
Miłej zabawy.

Do tego przepraszamy was za nieregularne pojawianie się analiz - od teraz będą się pojawiać co piątek.

Ałtoreczkę pokrzywdzili : Nemezis, Dragwen i Your Enemy


Cześć mam na imię Weronique , mam 111 lat ale w październiku 112 ( tego roku ) . Tak , jestem wampirem po czym można zauważycz ? Po imieniu prawda ?? Za życia miałam na imie Weronika . Jak zmarłam ? Było to w mieście Bełchatów . Miałam 11 lat .
Nie wiedziałam, że jak ktoś jest wampajrem to musi mieć inne imię O.o
Miałaś 11 lat? a takich wampirów-dzieci się nie zabija, bo są za silne? Byłaś na Marsie, że nie znaleźli cię Volturi?


 Gdy szłam z koleżankami pograć w koszykówkę zauważyłam jakąś postać . Był to mężczyzna . Kiedy się jemu przyglądałam zauważyłam , że ma czerwone oczy od razu zrozumiałam kim i po co tu jest . Był on wampirem który mierzył 100000 lat .
A jeden rok to ile? Milimetr? 
100 tysięcy lat? To jak on zdołał przeżyć potop?
Był na arce noego o.O
A... może to Noe?
Noe był... wampirem? O.O
On miał... czerwone oczy? O.O

 Podszedł do mnie nie wiadomo kiedy i szepnal mi te słowa " tak Weroniko ja jestem wamprem " . Nie wiedziałam o tym , że czyta mi w myślach . Po krótkiej chwili pomyślałam sobie , że chciałabym być taka jak on . Też to usłyszał .Kazał mi powiedzieć dziewczyną , aby poszły do domu a ja zadzwonie jak wróce . Mówiłam jemu , żeby mnie zamienił w wampira ale on zaprzeczał doputy dopóki nie złamałam go .
To po co jej mówił o wapiryźmie, skoro nie chce jej zmienić? Poza tym, dlaczego od razu jej nie wyssał? x.x
Poza tym, dlaczego interesuje się jakimś głupim bachorem?
Bo to pedofil?
Ałtoreczka ma zbyt chaotyczny styl pisania - prawie nic nie zrozumiałam o.O
Bo to jej piersze opko, przeprasza za błendy no :<
A mnie gówno obchodzą jej przeprosiny. Prosi to się świnia ;3

 Powiedział mi , że robi to na moje własne życzenie . I wreszcie mnie ugryzł. Było to przerażająco bolesne ugryzienie . Po ugryzieniu naciął się i dał mi się napić swojej krwi i nastąpiła przemiana. Poszłam do domu , zadzwoniłam do dziewczyn tak jak obiecałam chciałam się już położyć spać , a przede mną stanął ten sam mężczyzna który zamienił mnie w wampira .
Wampir z depresją, że się tnie?
Oj, bo tak robią wampiry z Vampair Diarjes.
Emo wampir.

 Powiedział , że nie mogę spać już w normalnym łóżku , ponieważ słońce może mnie zabić , a wtem wyjął dłoń z kieszeni i podarował mi pierścień i powiedział " miej go zawsze przy sobie będzie cię strzegł przed wszystkim co może cię zabić " wzięłam od niego ten pierścień był dosyć ładny . Był w formie kółka z rubinowym oczkiem .
Pachnie mi to prostytucją.
Coo? Solarne łóżko?!
Ona ma łóżko - patelnię?!
a może to ta maszyna z solarium, i ona w niej śpi, żeby była trÓ Solaris Gerl?

 I odszedł.... . Rano wstałam , ubrałam się i wyszlam do szkoły . Dziewczyny się mnie pytały co ten mężczyzna chciał, powiedzialam im , że tylko się chciał zapytać o drogę i oprócz tego podarował mi ten pierścień . 
Nie zeszła na śniadanie?! ;(
'tylko chciał się zapytać o drogę', o drogę do jej dziewictwa
Ej, to normalne, że facet zaczepia dziewczynkę na ulicy i daje jej pierścień?
Ale ten facet dał jej pierścień 'po sprawie', jako zapłate
No mówię, że luksusowa prostytutka dla pedofili x.x

Gdy skończyły się lekcje i wyszłam ze szkoły , poczułam się dziwnie . Nie wiedziałm o co chodzi . Kiedy weszłam do domu , przebrałam sie i chciałam wyjść na dwór , lecz coś się stało z dzwiami i nie mogłam ich otwoorzyć . Wtem obruciłam się i znowu przede mną stał ten mężczyzna powiedział mi , że muszę napić sie krwii , abym miała siłę. Zaprzeczałam .
Najpierw chce być wampem, a potem nie chce krffi? No kuźwa, w tym opku nawet emo nie są normalne! x.x
Krwii? A co to jest Krwia?
Krwia Obruciła, to chyba żonka tego wampira

 I w tym momencie zniknął nie wiedomo kiedy . W tedy otworzyły się drzwi i wyszłam ( wzięłam pieniądze na loda ) . Gdy weszłam do sklepu poczułam jakiś mało odczuwalny głód ale zaraz się z niego obudziłam i pomyślałam " dziwne " i poszłam zapłacić za loda . Kiedy wyszłam ze sklepu znowu poczułam ten głód . Powiedziałam dziewczyną , że źle się czuję i pójdę do lasu . No i poszłam . Gdy sobie tak chodziłam po tym lesie dostrzegłam jakiegoś starszego pana , a byłam tak bardzo głodna , że nie wiedziałam już jak to powstrzymać .
Kupiła sobie loda?! O.O
ONA CHCE SIĘ RZUCIĆ NA STARSZEGO PANA?! O.O
To opko jest o prostytucji czy o wampirach, bo nie rozumiem ;< 
to jest ekskluzywna prostytutka 'lody za złotówkę!'
Ona mówi dziewczyną. Ciekawe.
*wyobraża sobie, jak dziewczynka wkłada rękę w plecy drugiej dziewczynce i 'mówi' ją jak pacynką*
Ta dziewczyna służy jej za megafon x.x

 Nie wiedząc co robię,, rzuciłam się na tego schorzałego dziadka i go ugryzłam a , że wypiłam jemu całą krew to go w ten sposób zabiłam . Po ocknięciu się zauważyłam co zrobiłam temu człowiekowi . Ze wstydem i wstrętem wróciłam do domu wyglądałam w tedy na bardzo przygnębioną, mama zapytała mnie co mi jest , nic nie odpowiedziałam tylko poszłam do swojego pokoju i czekałam na wampira który mnie przemienił .
Ten wamp wygląda mi na dilera. 
Handluje pierścieniami i Krwiem.

 I tak czekałam najpierw jedną godzinę później dwie i dopiero po trzech godzinach się zjawił . Wiedział o czym chciałam porozmawiać , bo mnie w tedy widział . Byłam przygotowana na tę rozmowę . Po jego minie widać było , że on też był gotowy . Więc zaczęłam tak , że tłumaczyłam się jemu , że nie chciałam tego człowieka zabić , że nie wiedziałam co robię .
Bo to tylko przypadkowo na niego wpadłam, i wyssałam krew, prawda? :3
Wyssała? Tylko mi to się ciągle kojarzy z odkurzaczem? Ta dziewczynka to córka Nono? O.O


 
 Powiedział mi , że to normalne jak wampir nie je przez dwa dni . Powiedział mi , abym jadła regularnie , bo w ten sposób nie zabiję tak wielu ludzi . Wzdrygłam się , ale po chwili się otsząsnełam i powrócilam na ziemię . Wreszcie mogłam zasnąc ... . Kiedy wstałam była 11 :30 - spóźniona do szkoły .
I znowu nie ma zejścia na śniadanie. To opko jest gÓpie ;< Nie ma krfi, nie ma dialogów, nie ma tru loffa, nie ma mhroku, nawet nie ma trÓ psiapsióły! ;< 
Ałtorka nie jest jeszcze doświadczoną pisarką. :D

 Nie mogłam nie iść do szkoły nawet o tyle spóźniona , więc ubrałam się najszybciej jak mogłam (w około 3 s) i wyszłam . Dziewczyny tak jak nauczyciele byli bardzo zdenerwowali tym , że się spóźniłam . Kiedy wchodziłam na lekcję poczułam znowu ten głód . Ledwo się z niego otrząsnęłam . Gdy wychodziłam z klasy na przerwę znowu go poczułam , jeszcze chwila , a bym ugryzłam moja nauczycielkę od matematyki p. Barbarę Folholc . 
Ależ oczywiście, bo imię nauczycielki jest tutaj kluczowe *kiwa głową ze zrozumieniem*
Ubrałaś się w 3 sekundy i przy tym nie rozerwałaś ubrania?

Ze wstydu wyszłam ze szkoły , i poszłam do domu . Kiedy już chciałam otworzyć drzwi … Otworzyły się same no , więc jak się one otworzyły to weszłam i się rozejrzałam , odwracam się i nagle jego osoba stanęła przede mną . Wystraszyłam się i o mało co nie krzyknęłam '' Co ty tu robisz?'' Swój palec położył na moich ustach , gdy spostrzegł , że chce właśnie to wykrzyczeć .
*Modli się, żeby to co położył jej na ustach było na pewno palcem*
chce żeby go polizała bo ma ziaziu :<

 Powiedział '' cii , spokojnie , nie musisz krzyczeć '' No to jak nie musiałam krzyczeć to się jego grzecznie zapytałam co tu robi . Na moje pytanie odrzekł , że za chwilę się dowiem . Rzeczywiście dowiedziałam się co tu robi – przyszedł mnie '' odwiedzić '' . Od razu wiedziałam , że nie po to tu przyszedł .
Przyszedł, bo mieszkasz w domu publicznym? 
przyszedł po jej usługi.


 Spytałam się po co naprawdę tu przyszedł . Odpowiedział , że się jemu nudziło w domu i przyszedł poczekać jak przyjdę ze szkoły a , że nie wiedział co się stało wystraszył się jak usłyszał , że ktoś otwiera drzwi i jak 
najprędzej sam je otworzył , aby tego ''włamywacza'' wystraszyć . Kiedy zobaczył , że to ja , uspokoił się .
Nie ma to jak być prześladowanym przez wampierza - Noego x.x

 Oczywiście znowu jemu nie uwierzyłam i powiedzialam , aby powiedział prawdę , bo ja się nie dam wkręcić . No więc się poddał i powiedział , że czekał na mnie , bo chciał porozmawiać o tym co zdarzyło się w szkole . Więc powiedziałam jemu , że byłam strasznie głodna i coś mnie opętało i dlatego uciekłam ze szkoły .
Miota tobą jak szatan?
 
Powiedziałam jemu , że go teraz przepraszam , bo chcę wyjść do lasu zapolować na zwierzynę . Przepuścił mnie i powiedział , że on też jest głodny i wybierze się ze mną. Nie miałam nic przeciwko , więc razem udaliśmy się do lasu na posiłek . Gdy byliśmy już w lesie , spostrzegłam wiewiórkę i zaraz się na nią rzuciłam . Matt ( tak się nazywał ten wampir) zauważył zająca i też się na niego rzucił .
Taa, zaraz będą rzucać się na dżdżownice x.x
Bo wiewiórka ma tyle krwi, że się porządnie naje.

 Po tym powiedział , że wiewiórka czy zając nie zaspokoją tak wielkiego głodu , więc dalej polowaliśmy na większe zwierzyny . Kiedy się już najedliśmy wróciliśmy do domu , a w drzwiach stanęła mama i zapytała gdzie się podziewałam , gdy mama to powiedziała szukałam wzrokiem Matta , a jego już nie było … Gdy mama poszła spać znowu czekałam na Matta i znów po trzech godzinach się pojawił .
To chyba na prawdę jest zaszyfrowane opko erotyczne.
Ałtoreczka pewnie nawet sama nie wie, że ono właśnie takie się staje. x.x
Ałtoreczka nawet nie wie, co to znaczy "erotyczne".

 Spytałam się go czemu mnie wtedy zostawił , gdy wiedział , że mama zacznie na mnie krzyczeć za to , że za późno wróciłam do domu . Powiedział , że od razu by pomyślała , że Cię porwałem czy jeszcze coś gorszego . A teraz moja panno idziesz spać , aby nie tracić energii i , żeby nie spóźnić się do szkoły a jutro pogadamy po szkole . Pa . Po tych słowach znów się ulotnił... 
Ten wamp to dym z papierosa, czy jak? 
Dlaczego on zachowuje się jak jej ojciec a jest jej kochankiem?
Pedofilia yea.

Kiedy wstałam do szkoły rzeczywiście miałam więcej siły i do tego wstałam o 6 rano . Ubrałam się , zjadłam płatki , posiedziałam sobie godzinkę na komputerze i wyszłam do szkoły . Kiedy dziewczyny zobaczyły mnie tak wcześnie powiedziały , że to cud , że wstałam tak wcześnie skarciłam je wzrokiem i poszłyśmy na lekcję . Po szkole wróciłam jak najwolniej , aby dziewczyny nie dostrzegły , że jestem wampirem .
Bo przecież ja wcale nie miałam wystających zębów, ani nic, w ogóle tylko po południu byłam wampirem.
Nie miałam też czerwonych oczu, może wcale nie miałam oczu?

 Kiedy wchodziłam na górę i wyjęłam klucze znów same otworzyły się drzwi i powiedział mi Matt '' dzień dobry Weronique '' . Ja jak usłyszałam to '' Weronique '' zaczęłam się rozglądać . Zapytałam się w myślach '' do mnie mówisz ?'' Odpowiedział mi , że tak masz na imię jako wampirzyca .
Bo masz lewe papiery, a tak w ogóle to mieszkam z tobą, a rodzice nie mają nic przeciwko.


 Ale mama , tata , nauczyciele i koleżanki będą mówić na ciebie Weronika . Byłam szczęśliwa , że wreszcie mam wampiryczne imię . Powiedział mi , żebym zostawiła plecak i poszła z nim bo rada wampirów chcę mnie zobaczyć i sprawdzić moje moce . Powiedział , że w czasie podróży będę trenować moje moce . Więc zaczęłam trenować . 
Zaczęłaś trenować robienie lodów siłą woli?

Kiedy dojechaliśmy na miejsce byłam gotowa stanąć oko w oko z radą wampirów . Weszliśmy do małego pałacu . Gdy weszliśmy na salę , gdzie była rada wampirów powiedzieli mi , żebym zaczęła pokaz umiejętności . Więc zaczęłam pokazywać je , kiedy skończyłam pokaz rada podeszła do mnie i powiedziała , że wita mnie w rodzinie wampirów .
Ja jestem mamą, a ten stary facet z tyłu to tata, razem urządzamy orgie <3


 Cieszyłam się , że mnie przyjęli mnie do siebie . Po spotkaniu pojechaliśmy do domu byłam bardzo zmęczona i radosna . Miałam się już kłaść , gdy Matt się pojawił . Powiedział , że przyszedł tylko pogratulować wyników jeszcze nikt od wielu wielu lat nikt takich nie zdobył . I sobie poszedł... Rano , gdy się obudziłam była 12 :30 niedziela . 
Co jest bardzo ważne, 12.30 w niedzielę jest trÓ.
Przyszedł do niej tylko na chwilę, na szybki numerek

Mama powiedziała , że bardzo długo spałam i , żebym zjadła coś , więc zjadłam . Lecz po południu kiedy mama poszła do pracy znowu dopadł mnie ten głód , więc chciałam udać się do lasu . Kiedy się odwróciłam zauważyłam przed sobą Matta wiedziałam , że chciał powiedzieć , że pójdzie ze mną na polowania . 
Tia, jasne, na polowanie.
Polowania są trÓ

Od razu powiedziałam jemu , że '' tak ,możesz iść ze mną na polowania '' Tylko się uśmiechną i razem wyszliśmy do lasu . Gdy byliśmy już w lesie znaleźliśmy pożywienie . Pożywiliśmy się i poszliśmy do domu . Znowu o tej samej godzinie przyszedł do mnie i powiedział , że jutro jedziemy znowu do rady , ponieważ mnie kazała przyprowadzić , bo miałam odbyć walkę z lykan . 
Zaraz się potnę klawiaturą z zazdrości.
Oni nawet w lesie to robią? Niewyżyta ta ałtorka

Ja dla tego , że jestem z nich najsilniejsza i dadzą mi jeszcze parę innych . Kiedy stałam przed radą , powiedzieli , żeby moc była po mojej stronie , aby wygrać Wygrałam . Wygrałam walkę z lykan . Po wygranej poszłam do rady , aby pokazać łby tych co polegli ( czyli wszystkich ) .
a potem powiesiła je na lampach w domu żeby tak fajnie się kiwały
 
Wygrałam . Wygrałam walkę z lykan . Po wygranej poszłam do rady , aby pokazać łby tych co polegli ( czyli wszystkich )
Wiemy już o tym, panno Weroniko -.-"

czwartek, 29 marca 2012

Ogłoszenie komciające.

Ogłoszenie

Zauważyliśmy, że nie komciacie Diamentów Miłości, i jest nam z tego powodu bardzo przykro ;< Kochani, nie chcecie następnego rozdziału? Toć to karygodne!
Pamiętajcie, jeśli będzie wystarczająco dużo komci napiszemy następny rozdział.

Diamenty Miłości można znaleźć w zakładce "Jak stworzyć Mary Sue i napisać dobre Opko"
Komciajcie nasze opko pod najnowszą analizą, oczywiście mówiąc, że komeć odnosi się do Diamentów.

Zawsze Wasi,

Analizatorzy. <3


PS Kooooomcie! *.*

Dziwń Dobry i Mugbym zadzwonić dziewczynką, czyli kilka przerażających opowiadań z klasyki dwudziestego pierwszego wieku.

Dziwń Dobry.
Dzisiaj uraczymy Was kilkoma strasznymi historiami, ponieważ Rooshowe Huncwoty trochę nam się przejadły - oczywiście, nowe rozdziały ałtorki czekają na zanalizowanie, a my mamy małe zaległości, więc niech troszkę poczeka. Oczywiście, analizy będą. :)
Poznamy dziś Dzuże, Wylądające budynki, cokolwiek to znaczy i Daria-Nokia Mobile, najnowszy i najnowocześniejszy model telefonu.
Uwaga!
Jedno z opowiadań będzie baardzo drastyczne, oczywiście, zanim je zaczniemy analizować damy znać poprzez ostrzeżenie.
Zanalizowali: Dragwen, Nemezis i Killing.
Blogaski:
http://lizi-justin-bieber.blog.onet.pl/
i
http://straszne-historie-pauliny.blog.onet.pl/

1. Blódi Mery.

Ta historia przydarzyła się naprawdę. Do dziś jej nie wyjaśniono.
Ta historia też przydarzyła się naprawdę. Do dziś nie wyjaśniono, dlaczego ałtorki nadal piszą opowiadania.




Moja przyjaciółka z wakacji, Ania, miała młodszą siostrę Karolinę. Karolina miała 10 lat i pasjonowała się duchami, zdarzeniami paranormalnymi. Pewnego dnia Karolina wróciła przejęta do domu i zaczęła rozmawiać z Anią. Była podniecona i zdenerwowana. Mówiła, że dowiedziała się od koleżanki, że ktokolwiek o północy, z lustrem, świecą i świętym obrazkiem dwunastokrotnie wypowie słowa "Krwawa Mary", zostanie porwany przez pociąg Widmo i będzie w nim straszył już na zawsze...
Konduktorze łaskawy, zabierz nas do Warszawy!
Bileciki do kontroli <3


Anka zignorowała to z kpiącym uśmieszkiem. Następnego dnia rano w łóżku nie było Karoliny. Przerażona mama odkryła kołdrę i... jej oczom ukazała się spora kupka

Zrobiła zdrową kupkę.
Miała przewlekłą biegunkę.


Nuuda, dziewczynka znika i tyle. Lool, ale skejri ​


Diabeł ubiera się u dziewczynki-telefonu.



Pewna 14 - letnia dziewczyna Milena i jej przyjaciółka - Daria, postanowiły wybrać się na cmentarz. Wybrały już datę i godzinę. Datę ustaliły na dzisiaj, a godzinę na 24:00. O 22:30 Daria poszła po Milenę. 
- Drrrryyńńń... - zadzwoniła Daria
Ta dziewczynka jest telefonem? 
Pewnie jeszcze wibruje.
Nie, bo dostałaby wtedy wstrząsu mózgu i oczopląsu.
Nowa część Ringu.​



Mama Mileny - Michalina otworzyła dziewczynce i grzecznie ją przywitała. 
- Witaj Daria - Powiedziała Pani Michalina 
- Dobry Wieczór. Czy jest może Milena ? - Odpowedziała z uśmiechem na twarzy dziewczynka.
- Tak jest. Milena!- Zawołała córkę Michalina.
- Idę! - Krzyknęła Milena
Milena zbiegła szybko na dół do drzwi
- Cześć Daria! - Przywitała przyjaciółkę Milena 
- Cześć! - odpowiedziała Daria i uśmiechnęła się.
- To co idziemy Daria? - zapytała Milena z błyskiem w oku.
- Pewnie, chodźmy - Odpowiedziała podekscytowana Daria.
- Ekhm. A gdzie chcecie iśc o tej porze same ? - Zapytała lekko przerażona Michalina. 
- Na cmentarz! - Odpowiedziały dziewczynki. 
Będziemy na czarnej mszy i złożymy kota w ofierze i obrabujemy groby i porozwalamy nagrobki!
I będziemy tańczyć makarenę przy rytmach wygrywanych przez szkielety na żebrach.​
Pogo na nagrobkach. *-*​
I będziemy skakać przez ludzkie jelita jak na skakankach.


Przyszły na cmentarz dziecięta, spotykając po drodze chłopczyka.

- Może lepiej stąd choćmy... (Dziewczynka-telefon zniszczyła wibracjami ortografie :<) - powiedziała szeptem Milena.
- Boisz się ? - powiedział Marcin.
- Nie, wcale nie! - odchsząknęła Milena szturchając w ramię Marcina.
- Cicho bądźcie... - Powiedziała ze złością w głosie Daria.
Nagle Daria, Marcin i Milena usłyszeli dziwne głosy i jakieś oddechy. Darii włosy stanęły dęba.
Na głowie Darii urosło drzewo.
A potem na Milenę i Marcina pospadały żołędzie.​
A potem zrobili żołędziowe ludki



Trójka przyjaciół zaczęła iśc powolnym krokiem pewni siebie lecz przerażeni na całego. 
- Milena, masz zegarek sprawdź która godzina... - powiedział przerażony Marcin.
Milena spojrzała na zegarek.
- Dwunasta przed minutą wybiła... - Powiedziała nie mniej przestraszona Milena Yoda
A szyk zdania poszedł spać.



- Chodźmy dalej - Powiedziała szeptem Daria. 
Trójka szła, szła, i szła. Nagle usłyszeli jakiś diabelski śmiech.
- AAAAAA! - Wydarła się Milena 
- Zamknij paszczę Milena! - Powiedział Marcin przerażony. 
Cała trójka zaczęła przyśpieszać kroku i coraz to bardziej serce im biło. 
- Ja chcę do domu, chcę do domu! - Łkała Daria.
- Eh te dziew... - chciał powiedzieć Marcin lecz w tej chwili coś wbiło nóz w jego głowę. 

Ale nudny dzisiaj ten trÓ goth mhrok.

- MARCIIN! AAAAAAAAA! - Wydarły się dziewczyny. Daria stanęła i zbladła ze strachu. Przed nią i Mileną stał mężczyzna z zakrwawionym nożem. Zamiast nóg miał kopyta. Na głowię miał dwa rogi. 
- D..dia.. DIABEŁ! - Powiedziała Milena i zemdlała. 
Daria popatrzała na przyjaciół i zaczęła uciekać ze łzami w oczach co chwila krzycząc '' Nie zabijaj mnie, proszę nie zabijaj mnie! ''. Diabeł nie dał za wygraną i zaczął gonić dziewczynkę. 
To pedofil. Potem zakopie ją w lesie, powie, że spadła mu na ziemię i zamiast gęby Madzi w gazetach będzie Daria-Nokia.

 Zostaw mnie ! zostaw ! - Krzyczała Daria .
Niestety dziewczyna wywróciła się przez korzeń od drzewa. Diabeł złapał w ręke nóż . Daria zacisnęła oczy żeby nie patrzeć. Diabeł wielkim susem wbił nóż w plecy dziewczynki, która po minucie już była martwa. 
- I lepiej żeby nikt się nie dowiedział - Warknął diabeł , wziął ciała dzieci i wrzucił je do wody. Następnego dnia w wiadomościach było o trójce dzieci zamordowanych w lesie. 
A potem diabeł wrócił do małej chatki, rozpalił ogień w kominku, zaparzył herbatkę i zaczął robić na drutach.​

UWAGA! DRASTYCZNE OPOWIADANIE!

Trudno trzeba stawić im czoła-pomyślałem i weszłem do szkoły.od razu naskoczyło na mnie mnustwo fanek proszących o autografy i zdjęcia,chociaż wczoraj dostały autograf i zrobiły sobie zdjęcie.
Ale one są głodne. A jak on weszł do szkoły to dostały szewskiej pasji, Mnustw nawet miały :< 
Obawiam się, że większość dziewczyn zaczęłaby rzygać na Twój widok.​

Jak będą tak codziennie to zwarjuje.Podobno jutro maja do mojej klasy dojśc jakieś dwie nowe dziewczyny.Mam nadzieje że nie są moimi wielkimi fankami.
Ałtorka widać umie sprytnie omijać zasadę 'uje się nie kreskuje'.
"Warjujemy" to my, czytając to coś.​

Zeszłam na dół o w pół do 9 Bo o 9 przychodzi nasz nauczyciel(mój i Lizi).
-Cześć Mamo-powiedziałam wchodząc do kuchni
-Hej kochanie siadaj zaraz dam wam naleśniki.W tej chwili do kuchni weszła moja zaspana siostra
-Dzień dobry wszystkim-powiedziała i usiadła na krzesle obok mnie.
Mama podała nam naleśniki.
Złota zasada Sójki. *jeśli przyprostokątne mają 3 i 4, przeciwprostokątna ma 5. Pamiętaj, Óczniu, to trójkąt...*

-Dziewczynki pan Sentim nie przyjdzie dzisiaj.
-Super a jak mozna wiedzieć to kiedy przyjdzie?-zapytała lizi
-Raczej już nigdy-powiedziała
Czemu?-zapytałam
-Ponieważ od jutra idziecie do szkoły w której uczy się niejaki Justin Bieber
Dziewczynki spuściły głowy i przekręciły nimi o 360 stopni. Ich kończyny zgięły się w niemożliwe kąty, a skóra przylgnęła ciasno do ciała i przybrała niebieski kolor. Ich puste, ziejące czernią oczodoły tańczyły labado. Skoczyły na sufit i wytoczyły się na zewnątrz. Polowanie na Justynkę rozpoczęło się. Uciekaj, dziewczyno. *Kawaii Goth Mhrok Dragwen Approves!*
*Neme zwróciła ostatni posiłek po którym zapewne nie umyła ząbków i miała dużo PeHa w ustach czytając opko o Jennefer Bieber*

-Super-skacząc krzyczła moj siostra
Kawaiii! - Krzyczł Dragwen.
Zadzwońcie po psychiatrę.​

-fajnie-powiedziałam z wielkim bananem na twarzy
Jadłaś bananka i lośmaziałaś go śobie na buzi? Jak dziecko, wstyd! Jak dziecko! 

-Po śniadaniu idziemy na duże zakupy
-Dobra to ja lece się przebrac-powiedziałyśmy jdnocześnie i zaczełyśmy się śmiać.
Chodziłyśmy z mamą po sklepach 6 godzinkupiłam sobie mnóstwo koszulek,rurek,branzoletek,zeszytów i długopisów.A lizi też ciuchy dwie torby zeszyty,długopisy oraz nowego ipoda(stary się jej popsuł).Na koniec mama zaprowadzila nas do sklepu z Laptopami i imackami(nie wiem czy dobrze pisze)i powiedziała wybierzcie sobie który chcecie.
Hm.. Ciekawe skąd miały tyle pieniędzy. Albo obrabowały bank przed pójściem do tych sklepów, albo to była galeria i...

-Hej mamo wróciłem-krzyknołem wchodząc do domu
-Cześć synku jak w szkole?-zapytała
-Wiesz że to gupie pytanie-powiedzialem jak co zawsze
Głupie to jest to opko. No dobra, Justynka Deska Bimber też.

-tak ale jak?
-Do dupy-powiedziałem zły
-Nie mów tak
mama upiera się przy normalnej szkole bo uważa że jak bym mial prywatnego nauczyciela to mugbym zacząć gwiazdożyś i nie być normalnym nastolatkiem.
Gwiazdożyś, taki wojownik słowiański żyjący we wsi Mugbym na przełomie V i VI wieku.
Gwiazdożyś był jej założycielem, tak? Mugbym zacząć Gwiazdożyś...

Długo nie mogłam zasnać więc postanowiłamwybrać sobie struj w którym pójdę i spakować zeszyty do torby.
Gdzieś koło 2 poszłam spać.Nic mi się nie śniło.
Wstałam za pietnaście siudma zbudzona brutalnie dzwiękiem budzika.
Ja się już zaczynam dziwić, czemu 'dźwiękiem' nie jest napisane 'dźwienkiem' :x

Wstałam ,poszłam do łazienki wykonać poranne czynności.Ubrałam się i zrobiłam lekki makijaż.Zeszlam na dół.Siedziała tam już moja siostra Vera i zjadala mi moje śniadanie.
-Ej masz swoje -powiedziałam śmiejąc się
-Nie już nie mam -odpowiedziała 
-dobra ja tez cos musze jeść
Zjadłyśmy i poszłysmy do szkoły.
-to tak wyląda szkoła dzuży budynek z oknami i boiska do różnych dziedzin sportowych.
Dzuże, wylądające budynki są takie kuul.
Zeszła na śniadanie. A potem ożeni się z Biberkiem i będą mieli małe gwiazdeczki Disneya. Kul.​

-Powodzenia szepnełam mojej siośtrze i poszłyśmy do naszych klas.
Mam ćolas więkśe podejźenia, źe ona jeśt śłodziutkim bobaśkiem.

Dziwń dobry powiedziała nauczycielka.Widze że mamy nową kolerzanke.Chodz na środek i się przedstaw.
Analizatorzy walą głową w ścianę zanosząc się od śmiechu i nie mając pomysłu, jak skomentować ten kawałek.
Gdzie są przecinki zapytałem bo naprawdę nie wiedziałem! *Akcja 'nie dawaj przecinka *q* *

-Siema ma na imie Lizi Green kocham jeżdzić na desce i na Bmx-sie.Kocham też śpiewać i grac na gitarze.Uśmiechnełam się i usiadłam w ostatniej wolnej ławce.Po klasie rozeszły się szmery.Gdzies tak w połowie lekcji wpadl do klasy zdyszany chłopak.
-Dzień dobry przepraszam ale nie mogłem wyjśc z domu a co dopiero wejść do szkoły.
-Dobrze Justin siadaj.
-Dzienkuje.
Co czy to jest Justin Bieber nie nie wierze on idzie w moim kierunku.
Teraz penknom ci błony i poleci z uszuw krewka jak tylko Justynka zacznie generować ultra sweetaśny dźwienk.
Nie mógł wyjść z domu, bo zatrzymała go zdrowa kupka krzycząca - Cofnij się!​


-Cześć Jestem Justin moge tu siąść 
-Jasne siadaj-poiedziałam
-Jak masz na imię?-zapytał
-Lizi Green jestem tu nowa-powiedziałam usmiechnięta.
-Miło cie poznać i cieszę sie że choć jedna osoba w tym więźenu ni piszczy na mój widok
Nie piszczy ze strachu?
*Płacze w kącie wspominając pogrzeb ortografii.*
Idę do bunkru, i przeczekam aż ktoś tego debila zabije, idziesz ze mną?​
Po co, on już nie żyje. ^.^


-spoko nie jestem typem głosnej fanki-usmiechnełam się
Super-wróciliśmy do lekcji po chwili zadzwonił dzwonek
-To do zobaczenia na lanczu-powiedział
-Pa -powiedziałam za oddalającym się chlopakiem poszłam do mojej szawki wziełam z niej ksiązki i poszlam na nastempną lekcje.
Analizatorzy wyciągnęli katany ze swojej  'szawki' i popełnili harakiri. Kooonieeec.

piątek, 9 marca 2012

Opko zapisane potem, czyli Zbulwersowana Rushowa Ałtoreczka 3

Witajcie!
Dzisiaj przedstawiamy wam trzecią część Ojca Obrusa i córy Sue.
Poznamy nowy sposób zaliczeń w Hogwarcie, który tak nawiasem mówiąc, jest domem dla dzieci z problemami, ale planuje się zmianę w Dom Samotnej Matki.
Dowiemy się, na co w szkole magii robi się składki, co siedzi w krzakach i jak się macha dziewczyną.
Mówiąc ogólnie, wszystko to sprawia, że analizatorzy mieli ochotę pożądnie się uchlać kranówką.
Ale na początek mamy super bonus w postaci komentarza zbulwersowanej aÓtoreczki!

Miłej zabawy życzą Nemezis, Dragwen i Your Enemy.

Weź ty się ode mnie odczep. Wogule [ w ogóle, to powinnaś iść do więzienia za zamordowanie ortografii.] może byś zapytałą się czy zgazam się na taką analizę. [ A co ma zgaza do analizy?] A niektóre wyrazy nie są oddzielone, bo mi spacja szwankuje. [ Od razu powiedz, że ci ją Noi zjadły] A postacie są wykreowane przeze mnie, więc Hagrid mógł być już gajowym. [ Ehh, to aÓtoreczkowe kontrolowanie czasoprzestrzeni w opkach...] A łódź napisałam z wielkiej by podkreślić ten wyraz, a ja nie życzę sobie byś pisała o moim blogu. A ja sobie życzę, żebym była piękna, wiecznie młoda, chuda, utalentowana, i żebym miała duuuuużo pieniędzy :3
A ja sobie życzę żeby ałtorka się zamknęła i usunęła program word z komputera
A ja sobie życzę, żeby usunęła także swoje blogi.
I spaliła opka na stosie
I niech nas nie torturuje rooshowym blogaskiem :x



Była sobota, lecz wstałam dość szybko, bo o ósmej. Powodem tego było pożegnanie się z przyjaciółkami wracającymi na święta do domu– Lily i Dorcas. Ja zostaje, bo rodzice jadą do cioci, a Laura chce odpocząć od brata. Ubrałam się, uczesałam i poszłam do Wielkiej Sali na śniadanie. W jedzeniu przerwała mi Laura.
-Widziałaś gdzieś Severusa?
-Tam siedzi- pokazałam na Snape'a.
-O kotami chodzi!
-Dobra spoko poszukamy go razem- zdziwiłam się, bo nigdy go nie szukała ale jej czasem odbija.
Nie ma to jak szurnięte koleżanki Mary Sue, nie?
Szybko, dopiero co się rok szkolny zaczął, a już święta
Chodzi kotami? Wkłada nogi do wybebeszonych martwych miałczusiów, czyż nie?


I poszłyśmy szukać tego potwora. Ja poszłam na siódme piętro, lecz zapomniałam o kocie, kiedy zauważyłam Syriusza z jakąś dziewczyną. Od razu zeszłam na szóste i tam zaczęłam szukać, bo dziwnie się czułam widząc go z jakąkolwiek dziewczyną (chyba, że to byłam ja lub moje przyjaciółki). Tak jakby coś mnie w serce kluło ale nie wiedziałam jeszcze, że to zazdrość. Przeszukałam chyba cały Hogwart. Byłam nawet w naszym dormitorium, we wszystkich klasach, w kuchni (kiedyś wam powiem jak), w sowiarni, u Hagrida, na boisku od Quidditcha i jeszcze raz we wszystkich klasach. A tymczasem Moja Przyjaciółka znalazła kota i nawet mnie nie poinformowała.
Bo ona to zUo wcielone, i w ogóle, nie chcę się już z nią psiapsiółować!
Nie wiedziała wcześniej jak zazdrość wygląda? oO'
Ale o co chodzi z tym kotem!? oO'





Rozmawiała sobie z tym przystojniakiem z 3 klasy – Amosem Diggory.
-Czy to... nie to nie może być on- powiedziała zdziwiona pani Weasley.
-Twój kot. Na jego zawieszce było zapisane Severus Weasley własność:Laury Weasley- odpowiedział.
-Ale on normalnie jest nienormalny- chłopak popatrzył się dziwnie na nią.-Znaczy się on zazwyczaj rzuca się, wszystkich drapie nawet mnie nie słucha. MNIE JEGO WŁAŚCICIELKI! Jak go znalazłeś?
-No to było tak: wychodzę sobie z łazienki, a jakiś kot leży na moim łóżku i miauczy. Zauważyłem , że ma zawieszkę, i że należy do ciebie. Więc postanowiłem cię znaleźć.
Wiesz, a tak w ogóle to cię lofciam - i się pocałowali. Ah, jakie to romanthyczne.
A potem kot rzucił się do jego tętnicy. Wampirzokotek <3
I wypił ze smakiem krew niczym Valey





-No to choć za mną. No bo tak słodko śpi nie chcę go budzić-skłamała.
Dowiedziałam się, ze rozmawiali, bo mi James powiedział, ze Laura ma chłopaka, i że widział ich razem. Wiedziałam, ze to z chłopakiem to kłamstwo ale to,że ma kota i z nim rozmawiała to przydatna informacja. O kurde! Za minutę odjeżdża pociąg. Pobiegłam sprintem by chociaż pomachać dziewczyną. Niestety nie zdążyłam. To wina tego kocura.Jutro święta pomyślałam i poszłam do zamku.
To ona potrafi myśleć?! Szok.
 'No to choć za mną' co było choć za nią?
Pomachać dziewczyną? Weźmie dziewczynę i będzie nią machać?!




Nazajutrz obudził mnie śmiech Bellatrix. Zaraz, zaraz śmiech … BELLATRIX ! Od kiedy ona się śmieje. Znaczy jak się wywrócę to się śmiejeale to nie był szyderczy śmiech to był śmiech szczęścia i radości, a u niej to nowość. Otworzyłam oczy i ujrzałam stos prezentów w nogach mojego łóżka, a w tle była Bellatrix z uśmiechem na twarzy. Chyba się nie przyzwyczaję. Zabrałam się za rozpakowywanie prezentów. Od mamy dostałam trzy książki o Quidditchu i kilka opakowań Fasolek Wszystkich Smaków, od Lily pióro piszące różnymi kolorami, od Dorcas szalik z autografami członków drużny Harpi z Holyhead, a os Laury album z naszymi zdjęciami i miejscem na nowe. Najbardziej zaciekawiła mnie mała paczuszka z prezerwatywami.
Jak to?! Nie dostała laptopów, domów, ferrari, lambodżini?! Ojj, nie ładnie, będzie musiała nakrzyczeć na rodziców.
Do tego jej łóżko ma nogi. Szok. Jeszcze jej ucieknie "tap, tap, tap", tzn. to łóżko 
os Laury <-- Pierrwsze słysze żeby osy dawały komuś prezenty.
Będzie wrzucała śnieg do tych kondomów i rzucała nimi w okno dyrektora? *u*
A Albus będzie wysypywał śnieg i mówił "Dzięki, przydadzą mi się".


Był to naszyjnik z czarnym wilkiem. Zdziwiło mnie to, że nie było podpisu tylko Mam nadzieje,że się podoba. Kiedy otworzyłam już ostatni prezent od mamy Laury – sweter z dużą literą N, założyłam go i poszłam na śniadanie. Wielka Sala była inaczej ustrojona. Nad stołami wisiały jemioły, świeczki były czerwone, a na suficie widniała wielka gwiazda. Przed każdym stołem stała choinka ubrana w kolory domu przy, którym stoi.
Jesteś pewna, że nie leżała?

Stojąca choinka która stoi - prawie jak mała wieś w małej wsi, tylko że to jest mniej trÓ

"sweter z dużą literą N" - uuu, powiało Weasley'ami.
To pewnie ta mała robiła na drutach w pociągu.




Najlepiej wyglądała Gryffindoru. Czerwono – złote bombki i łańcuchy pięknie komponowały się z zielenią choinki, a gwiazda na czubku zmieniała kolor raz była złota, a raz czerwona. Na końcach stołu nauczycielskiego stały dwie choinki z bombkami i łańcuchami w kolorach: czerwonym, zielonym, niebieskim i żółtym. A gwiazda była we wszystkich kolorach. Zabawnie to wyglądało ale pasuje do Hogwartu. Zauważyłam machającą do mnie Laurę w takim samym swetrze jak ja ale z literą L. Podeszłam do niej, usiadłam i zaczęłyśmy jeść w ciszy.
Bo były w tej ciszy zanurzone po pas.
a może Cisza jest pod stołem i one tam siedzą i wpierdzielają omlety ze śmietaną?
i z truskawkami!



-Widzę,że moja mama cię napadła- rozpoczęła rozmowę patrząc na mój sweter.
-No tak jakby. A tak właściwie to gdzie jest Severus?
-Snape czy Weasley?
-Jasne, że Weasley. Po co mi Smarkrus?- spytałam ironiczne.
-Pojechał na święta. Super co nie- powiedziała i wzięła łyk piwa kremowego (dają je podczas świąt ale jak ma się kontakty to...).
Jedna się puszcza, druga alkocholiczka... Ten Hogwart do jakiś dom dla dzieci z problemami?
Za niedługo to będzie Dom Samotnej Matki
"Super co nie" - nie, to nie jest super. Biedna Laura nie będzie się miała z kim całować :<



-No supcio- powiedziałam i przypomniało mi się o tajemniczym prezencie.- Nie chcem się chwalić ale dostałam prezent, a mianowicie naszyjnik i nie wiem od kogo. Jak myślisz kto to mógłbyć?
-Nie wiem ale uwaga idą James i Syriusz.
Serce zabiło mi szybciej. Zawsze tak jest gdy słyszę jego imię ale to tyko młodzieńcza miłość. -Wszystkiego najlepszego z okazji świąt!- to zdanie nie było powiedziane ono zostało krzyknięte wprost do mojego ucha.
-Spadaj Black !- i od teraz te słowa dość często padały z moich ust.
I padały od razu na kolana, przed wielką Sue.
To młodzieńcza czy dziecięca miłość bo już nie wiem?
Ona jest słit nastolatką, no! Ona młodzieżą już jest! : >


Zbudził mnie trzask drzwi. No tak Narcyza lub Bellatrix, bo kto inny.Otworzyłam oczy i zobaczyłam pusty pokój. To dziwne bo zazwyczaj Bella spała najdłużej ale jak już dawno to zauważyłam ludzie się zmieniają. Wstałam poszłam do łazienki, ubrałam się i uczesałam w dwie kitki. Wyszłam z dormitorium i udałam się naśniadanie.
Na śniadanie <3


Czyżby było już tak późno, że wszyscy prawie już zjedli (mogło by być wcześnie ale Lily by tutaj była). Zjadłam tosta i przypomniałam sobie, że umówiłyśmy się z dziewczynami na błoniach. Szybko wybiegłam z Wielkiej Sali nie zauważając nawet, że mam całą buzie w dżemie. Mijałam osoby, które nagle zaczynały się śmiać, a ja nie wiedziałam dlaczego. Normalnie próbowałabym się dowiedzieć z czego tak się chichrają ale nieteraz gdy się spieszę. Zdawało mi się, że przebiegłam kilka kilometrów a było to zaledwie kilkaset metrów. Gdy dotarłam do dziewczyn to one też zaczęły się śmiać, więc spytałam prosto z mostu:
Z mostu można też skoczyć, ale to tylko taka propozycja.
Ja mogę ją popchnąć :3
Dżem <3



-Z czego tak się śmiejecie?
-Dobra powiemy- odpowiedziała Lily.- Masz całą buzię w dżemie.
-Ojejku- powiedziałam i szybko wytarłam twarz.- Dziewczyny, my nie możemy się tu spotykać.
-Dlaczego?-tym razem to Laura.
-Bo w krzakach siedzą Huncwoci- oznajmiłam szeptem.
-Aha. To niech do końca dnia każda z nas się zastanowi gdzie mogły byśmy się spotykać. Do kolacji mamy czas- po tych słowach Lily, rozeszłyśmy się.
Mogły byśmy? No patrzcie, teraz spacja już się sama wyrywa do używania!
Teraz aÓtoreczka będzie nadużywać spacji :3
W krzakach jest pedofil O.o
A na drzewie Stato Mrocznych Makaków!

a poszłam najpierw do swojego dormitorium by wziąć pióro i pergamin. Udałam się do biblioteki. Tam odszukałam książki o magicznych stworzeniach. Zabrałam je i usiadłam przy stoliku na samym końcu biblioteki. Rozwinęłam pergamin i napisałam Czym jest magiczne zwierze?. Potem zaczęłam szukać w tych wszystkich książkach odpowiedzi na to pytanie. W każdej było co innego więc zaczęłam jakoś składać to w jedną całość. Nie było to zbyt łatwe
No a jak dla kogoś, kto nie ma mózgu, cokolwiek może być łatwe?
Ona ma wspólny mózg z Przyjaciółką, tylko że ta jest gdzieś daleko i musiały przeciąć na pół.


najpierw musiałam wypisać sobie ważniejsze informacje na innym pergaminie, łączyć to ze sobą i powoli układać w zdania do referatu. Zajęło mi to chyba wieczność, a przecież miałam jeszcze poszukać miejsca na spotkania. To mnie natchnęło do pracy. W zadziwiająco szybkim tempie napisałam połowę pracy, druga to była już z górki.Zostało mi już tylko jedno zdanie, gdy nagle ktoś wpadł na mój stolik i wylał atrament na moje wypociny.
To ona pisała potem? O.o Już chyba pisanie krwią jest normalniejsze...
To jest ohydne. Fuuj... Ja czegoś takiego nie dotknęłabym O.o
Nauczyciel będzie potem wąchał uszczęśliwiony



-Black!Ty idioto! Patrz co narobiłeś! Chyba pół dnia się nad tym męczyłam, a ty w pół sekundy mi to zniszczyłeś. No dzięki ci bardzo.
-Przepraszam Ninuś ja nie chciałem to przez Jamesa...
-Żadne Ninuś, Black. Ty mi się tu lepiej nie wypieraj Jamesem.
-Ale serio je nie chciałem.
-Spadaj Black!- odrzekłam i wróciłam do pisania.
Bo pisanie już umierało z tęsknoty *kiwa głową ze zrozumieniem*
Myślę, że w tej sytuacji mogła by spróbować Chłoszczyści, ale ałtorka decyduje.


Już myślałam, że ten dzień będzie świetny bo napisałam tą karną pracę, a tu masz, taki Syriusz ci wszystko niszczy. Na szczęście sobie poszedł bo jeszcze chwila, a byłoby po nim. Wróciłam do pisania drugiej pracy. Skończyłam pisanie o 16:35 (a zaczęłam o10:00). Ta druga nie była taka dobra jak pierwsza ale się nadawała.Odłożyłam książki na miejsce, zabrałam swoje rzeczy i wyszłam. Ruszyłam w stronę pokoju nauczycielskiego, by wręczyć wypracowanie McGonagall. Ten pokój był ogromny i cały czerwony. Na środku stał stół z krzesłami. A przy suficie wisiały zdjęcia jakichś czarodziei, zapewne byłych nauczycieli. Dałam pergamin pani profesor i wyszłam. Przypomniało mi się, że mama pisała z prośbą o podanie jej swoich ocen. Poszłam do dormitorium napisałamna kawałku pergaminu:
Napisałamna? Znów pokemeon?
Napisałamna, wybieram cię!


[ Marne oceny Sue]


Pomyślałam,że nie będę kłamać, bo i tak mama dowie się jakie mam oceny. Albo od profesor McGonagall, z którą chodziła do klasy, albo w najgorszym przypadku przyjedzie do szkoły. Wzięłam ten zwitek i wstążeczkę, i udałam się do sowiarni. Na około było widać wiosnę. Zielona trawa usiana kwiatami, śpiew ptaków w ciemnozielonych gąszczach Zakazanego Lasu i Bijąca Wierzba pełna małych liści. Do celu dotarłam w wesołym nastroju. Zawołałam moją sowę ale zamiast niej zauważyłam... Severusa!
-Durny kocie złaź!- krzyknęłam.- Drętwota!
A potem wypatroszyła kotka, i zrobiła z niego kapcie :3
Były bardzo ciepłe i wygodne :3
Ej, ale czy przypadkiem przed chwilą nie było świąt bożego narodzenia? O__o




I kotek spadł na ziemię zesztywniały. Nic mu się nie stało bo podłoga usłana była sianem. Jeszcze raz zawołałam swoją sowę –Śnieżkę. Tym razem przyleciała. Zwinęłam wiadomość w ruloniki przywiązałam wstążeczką do jej nogi. Ona odleciała, a ja szybko wyszłam, bo zauważyłam, że kot się budzi. I nagle widząc ciemne niebo w tle osób wracających do zamku przypomniałam sobie o tym, że miałam znaleźć miejsce na spotkania. Próbowałam coś wymyślić w drodze do Wielkiej Sali. Niestety w głowie miałam pustkę. Ruszyłam w stronę stołu Slytherinu, wzięłam naleśnika z serem i zawróciłam w stronę dziewczyn przy drzwiach. 


Jak to? Nie będzie omletów? :< 
Szkoda że kot porażony zaklęciem nie wypadł przez okno xD Sowiarnia jest wieżą, dość wysoką wieżą ma sie rozumieć. Jedną Z Czterech i tych niewidzialnych:x
Długo by spadał :x



-Przepraszam ale nie znalazłam, żadnego miejsca. Jak dobrze wiecie miałam napisać karne wypracowanie. Więc po naszym spotkaniu na błoniach poszłam do biblioteki, żeby je napisać. Męczyłam się chyba z trzy godziny, gdy nagle przyszedł Black i wylał mi atrament na prace, a winę zrzucił na Jamesa. Nadarłam się na niego. I zaczęłam pisać nowe wypracowanie. Oddałam je McGonagall. Potem poszłam napisać do mamy i jak wyszłam z sowiarni to już był czas kolacji. Naprawdę przepraszam- zakończyłam swą długą przemowę.
-Nic się nie stało- uspokoiła mnie Laura.- Dorcas znalazła jakieś miejsce, tylko nie chce powiedzieć jakie. 
Bo to burdel. Akurat do nich pasuje.
Albo jaskinia Aragoga w zakazanym lesie, przaynajmniej je zje i będzie spokój



Prowadziła nas przez wszystkie piętra, aż w końcu weszłyśmy na siódme piętro. Stanęłyśmy przed ścianą między dwoma posągami, Pani D zaczęła chodzić wzdłuż niej coś mówiąc pod nosem. Nagle na środku pojawiły się drzwi. Weszłyśmy do pomieszczenia, które skrywały i co ujrzałyśmy. Pokój z dwiema fioletowo – czarnymi kanapami, stolikiem między nimi, regałem z książkami i magazynami, stół z jedzeniem, cztery biurka z zapasem pergaminów i piór, radiem i kominkiem. Były też jeszcze jedne drzwi w środku zapewne z toaletą.
-Dori jesteś wspaniała- krzyknęłyśmy chórem.
-Znalazłaś Pokój Życzeń- dodałam i usiadłyśmy na sofach, by rozpocząć nasze pierwsze spotkanie w tym miejscu.
Ekhem, ekhem, rozpoczynam spotkanie dotyczące składek na prezerwatywy.  
Znowu ten Chór Kościelny ! :3
Och, ałtorka zapomniała, że magia ma takie ustępstwa, jak nie możność wyczarowania jedzenia. Można je jedynie przenieść. Z tego powodu nie można było sobie zażyczyć, by Pokój Życzeń 'wyczarował' żarło. Ale ałtorka wie lepiej :x

Dzisiejszy dzień miał swoje dobre i złe strony. Dobre było to, że mamy tylko trzy lekcje, a złe, że na każdej egzamin. Normalnie to wciągu dnia może być tylko jeden ale zbliżał się koniec roku szkolnego i musieliśmy wszystko pozaliczać. Jak zawsze rano poszłam na śniadanie. Nic ciekawego się nie działo. Przyleciała poczta, Dumbledore życzył wszystkim powodzenia, a Irytek latał nad stołami i rzucał w nas babeczkami.
I dobrze! Oby jedna była z kamienia, i trafiła ją w głowę!
Fajnie, a dopiero zaczął się rok szkolny. Ale ten czas leci!
A może cały rok szkolny trał tylko kilka dni? :3

To była dobra rozgrzewka przed lekcją, można było poćwiczyć zaklęcie tarczy. Profesor McGonagall się zdenerwowała i kiedy wstała, go już nie było w Wielkiej Sali. Niestety biedna Laura dostała ciastkiem prosto w głowę i przez to miała całe włosy posklejane bitą śmietaną.Lily oczywiście chciała pomóc, więc machnęła różdżką coś przy tym mówiąc i jej włosy znów wyglądały jak dawnej. Każda z nas ruszyła w inną stronę bo na ten tydzień dostałyśmy swoje indywidualne plany zaliczeń.
Będą zaliczać chłopców z Hogwartu? :3
Tak, niedługo się kończy rok szkolny. Podzielili między siebie chłopaków i idą! :3
I nauczycieli. I uczennice. I zwierzęta.
Hagrida też zaliczą?
Nawet centaury.

Po każdy zaliczeniu mieliśmy półgodziny wolnego. Udałam się do klasy od zaklęć, miałam zaliczać teorię, bo praktykę zdałam wczoraj na PO. Profesor Maximilian Trimberd kazał usiąść mi w ławce na środku kalsy,wyciągnąć pióro i poczekać, a na co to już nie powiedział.Więc siedziałam i przypominałam sobie całą teorię, którą poznaliśmy w pierwszej klasie( a przynajmniej połowę tej całości).W pewnym momencie do klasy wszedł Amos Diggory. Usiadł w ławce obok mnie.
No tak, w końcu Sue kochają wszyscy. Może będzie trójkącik? Z Blackiem w postaci pieska? ^^'
Praktyke zdała wczoraj. Już ma za sobą pierwszy raz, i to z nauczycielem. 
Pierwszy raz był z jej żoną - sklepikarką, no!
Ano. i z cukinią

Pan profesor dał nam arkusze i machnął różdżką, a na tablicy pokazała się klepsydra odmierzająca czas. Spojrzałam na pergamin i pojawiło się pierwsze i jedyne zadanie: Wypisz osoby wchodzące w skład Trójcy Magicznej, rozrysuj podział magii jaki dokonała każda z nich i napisz wypracowanie na temat jednej z nich. Exstra! Akurat wczoraj wieczorem Remus mi o nich opowiadał. Ten to ma wyczucie. Teraz jak oni się nazywali? Wiem!Fudulus, Marek Stasiński i Eomund Flame. Zapisałam te nazwiska na pergaminie i zaczęłam rysować schematyczne podziały magii.
A ja znam schemat jej podziału inteligencji!
 Mądrość Sue
Jak zrobić omlet z bitą śmietaną i truskawkami
Gary Stu
Kot
Gary Stu
Omlety.
Zejście na śniadanie
Zrobienie się na bóstwo w pięć minut, ewentualnie pół dnia!

Kiedy skończyłam przyszedł czas na najgorsze, wybranie jednego do wypracowania. Po kilku minutach rozmyślań wyszło na to, że najwięcej wiem o tym pierwszym. Postanowiłam napisać o wydarzeniu,które skłoniło go do podzielenia magii. Jeszcze nigdy tak łatwo mi się nie pisało, czułam się wspaniale, nie zauważyłam nawet kiedy wyszedł Amos. Gdy skończyłam, zerknęłam jeszcze raz na pracę i... zdziwiłam się! Zapisałam dwa pergaminy w nie całą godzinę. Zazwyczaj napisanie pracy o takiej długości zajmuje mi ok. 3 godzin z podręcznikami. Byłam z siebie dumna. Nagle usłyszałam dziwny dźwięk, który oznaczał koniec czasu. Oddałam pergamin i poszłam się nacieszyć wolnością. Wyszłam na błonia.Zauważyłam czekające tam na mnie dziewczyny.
A pięciu Gary Stu, to co? :< 
Oni zaliczają jeszcze i nie mają czasu dla Maryśki :<
Miała silniczek w dłoni, jeżeli zapisała dwa pegraminy w godzinę. po obu stronach.

-No i jak zaklęcia, opowiadaj- zaczęła Dorcas.
-Świetnie! Nawet nie wiecie jak łatwo mi poszło. Musiałam tylko się skupić i wszystko sobie przypomniałam- odpowiedziałam radośnie.
-Jakie zadanie dostałaś- teraz to Lilka.
-Miałam opisać Trójcę Magiczną. Łatwizna. Lepiej ty powiedz jak tam na eliksirach.
-Dobrze udało mi się uwarzyć idealny eliksir i mam W.
I jestem oczywiście bardzo skromna! 
I piękna jak kffiatuszek który wabi setki muszek!



-A jak ci Laura z Historii Magii poszło?- spytałam.
-Jako tako. Dostałam temat o założycielach Hogwartu. Miałam napisać swoją własną wersję historii założenia szkoły- odpowiedziała i wróciła do książek.
-Dobra dziewczyny, ja muszę iść na boisko dzisiaj mam latanie- puściłam perskie oko do Dori. Z naszej czwórki tylko my dwie to zaliczamy.
Bo oczywiście, tylko najbardziej zajebiste mogą to zaliczać. 


Pani Julietta Sever już na mnie czekała. Pokazała mi trasę jaką mam pokonać na miotle. Podeszłam do niej, wyciągnęłam rękę i krzyknęłam: DO MNIE! Miotła wpadła mi w rękę, wsiadłam na nią i poderwałam się do góry. Najpierw miałam zrobić slalom między tyczkami, potem miałam przelecieć przez pięć obręczy ułożonych pod skosem, wziąć torbę i przenieść ją z jednego podestu do drugiego, następnie przelecieć między lekko oddalonymi od siebie nitkami i na końcu zlecieć delikatnie na dół. Wszystko zrobiłam tak jak powinnam oprócz ostatniego. Zamiast delikatnie zlecieć nadół to ja leciałam prawie w pionie, lecz wyhamowałam za co otrzymałam W. 
Bo niższe oceny dostają tylko idioci.
Ona persowi oczko wyrwała? :<
Zobaczysz że będą w drużynach quidditcha, najprawdopodobniej jako szukające -.-

Udałam się do biblioteki by powtórzyć sobie wiadomości o przesadzaniu roślin. Zanim się zorientowałam minęło 25 minut przerwy i musiałam biegiem iść do cieplarni. Czekał tam na mnie profesor Jack McFroncak z jakimś kaktusem. Kazał mi powiedzieć co to jest i od razu poległam. Powiedział, że to jakiś Mimbulus mimbletonia.Miałam go przesadzić. Dobra, jasne. Skupiłam się, założyłam rękawiczki i wzięłam się do pracy. Pan profesor obserwował każdy mój ruch. Wykopałam go, lecz niestety dźgnęłam korzeń i został ślad. Nich to szlag. Wsadziłam roślinkę do doniczki z zaczęłam sypać ziemię. I znów pomyłka, zapomniałam, że najpierw trzeba nalać wody. 
Z nią to trzeba do domu starców, bo to Alzhaimer w zaawansowanym stadium O.o
Mówiłam : stara z niej 11-latka
Nich to szlag. <-- Ałtorka ze śląska albo z podhala, którą opcje obstawiacie?

Miałam go przesadzić. Dobra, jasne. Skupiłam się, założyłam rękawiczki i wzięłam się do pracy. Pan profesor obserwował każdy mój ruch. Wykopałam go, lecz niestety dźgnęłam korzeń i został ślad. Nich to szlag. Wsadziłam roślinkę do doniczki z zaczęłam sypać ziemię. I znów pomyłka, zapomniałam, że najpierw trzeba nalać wody. Na szczęście nie wsypałam dużo gleby, więc nalałam wodę i dopiero dosypałam resztę. I tak w ciągu całej mojej pracy zdażyło się jeszcze trochę pomyłek. Na koniec McFroncak powiedział, że dostałam Z. Byłam Happy, bo niezbyt dobrze mi szło z tego przedmiotu. Udałam się na siódme piętro do Pokoju życzeń. Siedziała już tam Laura czytając Proroka.
Czytanie Proroka nie jest tró, kiedy najnowsza dostawa Przyjaciółek? :<
Byłam Happy? Emo Martynka?


-Piszą coś ciekawego?
-Boże,Nina nie strasz- odpowiedziała przestraszona panna Weasley.- Piszą o zaginięciach ale nie podają wielu informacji. Wydaje mi się, żechcą to jakoś ukryć. Posłuchaj , o ile zrozumiesz:
Spisek? Może Illuminati?
To różokrzyżowcy, napewno! :D

Wczoraj około godziny osiemnastej zaginęła rodzina Tarow. 
Na miejscu zdarzenia nie znaleziono żadnych znaków 
oznaczających porwanie. Gdyby nie nasz świetny auror 
Edward Bell, nie dowiedzielibyśmy się, że zaginęli. 
Umówiliśmy się z nimi, ja i moja żona. A skoro 
spóźniali się już dwie godziny, udałem się do nich, by sprawdzić czy
nic się stało. Gdy znalazłem się na miejscu zobaczyłem tylko 
Mroczny Znak” . Wypowiada się pan Edward. Czy powinniśmy się bać?
Wamp Edzio jest aurorem :3
Wampir Edzio to ojciec Maryśki, to ten obrus!
I to wszystko.
-Piszą o moim tacie! Czekaj, czekaj rodzina Tarow. Czy to nie rodzice George'a?? Biedny.
-Jakiego George'a? Czy ja o czymś nie wiem?- spytała ciekawska Laura
-Jakto jakiego George'a! George'a Tarow z Hufflepuffu. Obrońca i kapitan drużyny Quidditcha. A podobno to ty trafiłaś do Hufflepuff- i w tym momencie weszła Lily. Nagle do pokoju wpadła Meadowes i krzyknęła, że musimy iść za nią,że musi nam coś pokazać. W między czasie powiadomiłyśmy ją, że rodzice Georga, a jej ciocia i wujek, nie żyją. Spytałyśmy o co kaman? A ona na to:
-No, bo Syriusz zaczął walczyć ze Smarkrusem i miał na niego takie specjalne zaklęcie, które zostawił sobie na koniec bójki. I kiedy je urzył ten durny Snape użył Protego i no... Sama zobaczysz.
Jej ciocia i wujek nie żyją, ale co tam! Przecież bójka ważniejsza ^.^
Jingle Bells, Jingle Bells, Jingle Bells rock.Ciotka i wujek to tylko rodzina przecież. ^^

Wbiegłyśmy na błonia i zobaczyłam Syriusza siedzącego pod jakimś drzewem.Kiedy podeszłyśmy bliżej zauważyłam, że Remus mach różdżką nad nim i mruczy jakieś zaklęcia, które nie dawały skutku. Peter wpatrywał się w nich jak w obrazek, a James zwijał się ze śmiechu na ziemi. I właśnie w tym momencie zauważyłam, że...
-Syriusz! Do twarzy ci w różowym!- krzyknęłam i zaczęłam się śmiać razem z Jamesem.
No a co! Róż jest sweeet :3
Był taki różowy jak ten blogasek?
Rosh, to najmodniejszy kolor, no! xD
Roosh kojarzy mi się z wnętrznościami O.o

To na razie koniec Słitaśnych Czasów Huncwotów, a przynajmniej na razie - liczymy na dalsze notki panny aÓtorki.
Enjoy!